Fala uderzeniowa (ESWT) – jak działa i na co pomaga

Prawie każdy pacjent, który po raz pierwszy słyszy o fali uderzeniowej, zadaje mi to samo pytanie. Czy to nie będzie zbyt bolesne? Rozumiem tę obawę, sama nazwa brzmi groźnie, jakby ktoś miał uderzać w chore miejsce młotkiem. Rzeczywistość jest łagodniejsza, choć nie do końca bezbolesna. Właśnie dlatego warto wiedzieć, czego się spodziewać, zanim usiądzie się na leżance.

Terapia falą uderzeniową ma za sobą naprawdę solidne badania. Jak to jednak zwykle bywa w medycynie, działa dobrze tylko przy właściwym zastosowaniu – liczy się miejsce, moment i dawkowanie. Nie jest cudownym zabiegiem na wszystko, co boli, a traktowanie jej jako takiego to najszybsza droga do rozczarowania. W tym artykule przeprowadzę Cię przez to, jak fala rzeczywiście działa na tkanki i komu realnie pomaga. Opowiem też, czego spodziewać się na zabiegu i kiedy lepiej po nią nie sięgać. Opieram się wyłącznie na badaniach, nie na obietnicach z ulotek reklamowych.

Czym właściwie jest fala uderzeniowa i jak działa na tkanki

Nazwa “fala uderzeniowa” (ESWT, od extracorporeal shock wave therapy) faktycznie może kojarzyć się z czymś bolesnym i brutalnym. Historia tej technologii jest jednak zaskakująco przyziemna – wywodzi się z litotrypsji, czyli rozbijania kamieni nerkowych falami dźwiękowymi. Gdy jednak przenosi się ją na ścięgna i powięzi, cel jest zupełnie inny. Nie chodzi o rozbicie tkanki, tylko o wywołanie w niej kontrolowanej reakcji biologicznej. Impuls akustyczny generowany poza ciałem trafia w konkretne miejsce – ścięgno, powięź albo punkt spustowy w mięśniu. Tam uruchamia kaskadę procesów, których organizm sam by nie zainicjował.

Naukowo opisuje się to jako mechanotransdukcję – komórki przekształcają bodziec mechaniczny w sygnał biochemiczny (Chen i wsp. 2022). W praktyce oznacza to kilka rzeczy dziejących się jednocześnie. Fala pobudza neowaskularyzację, czyli tworzenie nowych, drobnych naczyń krwionośnych tam, gdzie tkanka jest przewlekle niedokrwiona. To właśnie typowy problem w tendinopatiach – ścięgno latami próbuje się goić bez wystarczającego dopływu krwi. Rośnie stężenie czynnika wzrostu śródbłonka naczyniowego (VEGF), który napędza ten proces. Jednocześnie fibroblasty zaczynają intensywniej produkować kolagen, wspierając przebudowę uszkodzonej struktury. Do tego dochodzi efekt przeciwbólowy. Fala wpływa na przewodnictwo we włóknach nerwowych przenoszących ból. Obniża też miejscowe stężenie substancji P – neuroprzekaźnika odpowiedzialnego za odczuwanie bólu.

Warto jednak zachować pokorę wobec tego, czego nauka jeszcze nie wie. Dokładny mechanizm nie jest do końca poznany, a badania wciąż się toczą i pewnie będą toczyć jeszcze długo. To, co wiemy z dużą pewnością, to efekt kliniczny w konkretnych jednostkach chorobowych, potwierdzony w badaniach z grupą kontrolną. Szczerze mówiąc, to jest dla mnie ważniejsze niż nawet najbardziej elegancki opis biochemii.

Na jakie dolegliwości fala uderzeniowa ma udokumentowane działanie?

To miejsce, w którym robię zastrzeżenie powtarzane w gabinecie niemal codziennie – fala uderzeniowa nie jest zabiegiem uniwersalnym. Ma najsilniejsze dowody naukowe dla kilku konkretnych, przewlekłych schorzeń ścięgien i powięzi. Chodzi zwykle o problemy, które ciągną się już od kilku miesięcy i nie reagują na standardowe leczenie zachowawcze.

Zapalenie rozcięgna podeszwowego (ostroga piętowa)

To najlepiej przebadane wskazanie do ESWT, i chyba nieprzypadkowo – właśnie tu wypracowano najbardziej rygorystyczne badania. W dużym, wieloośrodkowym badaniu z grupą placebo wzięło udział 245 pacjentów z przewlekłym, opornym na leczenie zapaleniem rozcięgna podeszwowego. Po 12 tygodniach fala radialna dała redukcję bólu w skali VAS o 72%, wobec 45% w grupie placebo. Różnica utrzymywała się jeszcze wyraźniej po roku (Gerdesmeyer i wsp. 2008, American Journal of Sports Medicine). Kolejne badanie poszło o krok dalej – użyto fali skupionej, bez znieczulenia miejscowego. Potwierdziło skuteczność na poziomie 50-65% (Gollwitzer i wsp. 2015, Journal of Bone and Joint Surgery). To właśnie wskazanie, przy którym najczęściej sięgam po zabieg falą uderzeniową. Zwłaszcza gdy pacjent przeszedł już tygodnie rozciągania powięzi, zmiany obuwia i wkładek ortopedycznych – a poprawy jak nie było, tak nie ma.

Tendinopatia ścięgna Achillesa

Tutaj dowody są nieco bardziej niejednoznaczne. Część badań pokazuje wyraźną poprawę, część efekt zbliżony do interwencji kontrolnej (przegląd systematyczny Feeney 2022, Cureus). Kluczem okazuje się jednak nie sama fala, a to, z czym ją połączymy. Największą skuteczność obserwuje się, gdy ESWT idzie w parze z treningiem ekscentrycznym łydki, a nie jest stosowana samodzielnie. To połączenie ma zdecydowanie najsilniejsze oparcie w literaturze. Dlatego w gabinecie nigdy nie proponuję samej fali przy Achillesie – zawsze towarzyszy jej plan ćwiczeń.

Łokieć tenisisty (bolesny nadkłykieć boczny)

Metaanaliza randomizowanych badań kontrolowanych objęła tendinopatie górnej kończyny, w tym łokieć tenisisty. Potwierdziła istotną statystycznie redukcję bólu i poprawę funkcji po ESWT, w porównaniu do grup kontrolnych (przegląd systematyczny i metaanaliza, Frontiers in Medicine 2024). Ciekawe jest zestawienie z iniekcjami sterydowymi. Te działają szybciej – poprawa bywa widoczna już po kilku dniach – ale fala uderzeniowa wygrywa w perspektywie długoterminowej. Sterydy dają błyskawiczną ulgę, która często kończy się nawrotem po kilku miesiącach. Efekt ESWT bywa za to wolniejszy, ale bardziej trwały.

Zwapniające zapalenie ścięgien barku

To jedno z wskazań, w których fala uderzeniowa ma jedną z najlepiej udokumentowanych ról. Potrafi realnie rozbijać złogi wapnia odkładające się w ścięgnie mięśnia nadgrzebieniowego i zmniejszać ich rozmiar. Potwierdzają to metaanalizy dotyczące tendinopatii rotatorów (Xue i wsp. 2024, BMC Musculoskeletal Disorders). Trzeba jednak uczciwie powiedzieć, że zabieg bywa tu bardziej bolesny niż przy innych wskazaniach. Czasem wymaga też znieczulenia miejscowego – o czym więcej piszę w kolejnej sekcji.

Bolesne punkty spustowe (zespół bólowy mięśniowo-powięziowy)

Fala radialna sprawdza się też w rozluźnianiu napiętych pasm mięśniowych i punktów spustowych. To problem, który dobrze znają sportowcy, ale też osoby spędzające większość dnia przy biurku. Dowody naukowe są tu skromniejsze niż przy zapaleniu rozcięgna podeszwowego. W codziennej praktyce klinicznej efekt bywa jednak wyraźny i subiektywnie odczuwalny – zwłaszcza jako uzupełnienie terapii manualnej. Sprawdza się to najlepiej, gdy punkt spustowy leży głęboko i trudno go rozluźnić samymi rękami.

Czy fala uderzeniowa boli? Czego się spodziewać na zabiegu?

Zabieg trwa krótko, ale przyjemny raczej nie jest. Pojedyncza sesja to zwykle 5-10 minut naświetlania, podczas których czuje się serię ostrych, punktowych “stuknięć” dokładnie w miejscu zmiany. Intensywność zwiększam stopniowo, żeby tkanka mogła się zaadaptować. U większości pacjentów już po pierwszej mi?nucie dyskomfort zaczyna wyraźnie maleć.

Ból podczas zabiegu to nie efekt uboczny, tylko część jego działania. Brzmi to nieco paradoksalnie. Jeśli pacjent w ogóle nic nie czuje, zwykle oznacza to zbyt niską intensywność – a zbyt niska intensywność nie wywoła zamierzonego efektu terapeutycznego. Jednocześnie ból nie powinien być nie do zniesienia. To zawsze delikatny balans, który ustalam na bieżąco, obserwując reakcję konkretnej osoby.

Po zabiegu miejsce bywa zaczerwienione i tkliwe przez dobę, czasem dwie. To normalna reakcja tkanki, a nie powód do niepokoju. Rzadziej pojawia się też siniak – zwłaszcza w okolicach o cieńszej skórze, jak łokieć czy pięta. Codzienne funkcjonowanie, chodzenie, praca, można kontynuować bez ograniczeń, choć intensywnego treningu leczonej okolicy w dniu zabiegu raczej bym unikał.

Efekt nie pojawia się po jednej sesji – i to jedno z najczęstszych nieporozumień, z jakimi się spotykam. Pacjenci liczą na poprawę zaraz po pierwszym zabiegu. Tymczasem mechanizm biologiczny, który za tym stoi – neowaskularyzacja, przebudowa kolagenu – potrzebuje czasu, żeby się rozwinąć. Realną różnicę zwykle widać dopiero w trzecim, czwartym tygodniu od rozpoczęcia serii, a czasem dopiero kilka tygodni po jej zakończeniu.

Kiedy fala uderzeniowa nie jest dobrym pomysłem

Fala uderzeniowa ma dobry profil bezpieczeństwa, ale to nie znaczy, że jest obojętna dla organizmu. Są sytuacje, w których świadomie z niej rezygnuję albo najpierw odsyłam pacjenta do lekarza.

Ciąża to bezwzględne przeciwwskazanie do stosowania fali w okolicy brzucha i miednicy. Wpływ na płód nie został wystarczająco zbadany, więc nie ma tu miejsca na ryzyko. Nie zmienia tego nawet fakt, że leczone miejsce, na przykład kostka, wydaje się odległe od macicy. Podobnie ostrożności wymagają zaburzenia krzepnięcia oraz przyjmowanie leków przeciwzakrzepowych, bo zwiększają ryzyko krwiaka w miejscu zabiegu. W takich przypadkach albo rezygnuję z ESWT, albo najpierw konsultuję to z lekarzem prowadzącym leczenie przeciwzakrzepowe. Fali nie stosuję też przy nowotworze w leczonej okolicy, czynnej infekcji czy otwartej ranie w miejscu zabiegu. U dzieci i młodzieży dochodzi jeszcze jedno ograniczenie – otwarte chrząstki wzrostowe w pobliżu leczonego miejsca. Rozrusznik serca lub inny wszczepiony implant elektroniczny w bezpośredniej okolicy wymaga dodatkowej ostrożności. Samo leczenie w odległej części ciała zwykle pozostaje jednak bezpieczne.

Jest jeszcze grupa sytuacji, w których fala teoretycznie może zadziałać, ale efekt bywa gorszy niż oczekiwany. Należą do nich świeże urazy, poniżej sześciu tygodni od kontuzji, oraz ostry stan zapalny. Fala uderzeniowa sprawdza się w leczeniu przewlekłych, “zastałych” problemów – nie w ostrej fazie urazu. Wtedy priorytetem jest opanowanie stanu zapalnego, a nie jego dodatkowa stymulacja.

Jak to wygląda u lekarza – inne opcje leczenia na tle fali uderzeniowej

Zanim w ogóle zaproponuję falę uderzeniową, pacjent zwykle ma już za sobą wizytę u ortopedy. Lekarz zaczyna od badania klinicznego i USG, rzadziej rezonansu, żeby potwierdzić rozpoznanie. Trzeba też wykluczyć inne przyczyny bólu – naderwanie ścięgna, złamanie zmęczeniowe czy ucisk nerwu wymagają zupełnie innego postępowania niż ESWT. Stamtąd droga prowadzi zwykle przez kilka opcji, od najłagodniejszej do najbardziej inwazyjnej. Każdą z nich warto od razu zestawić z falą uderzeniową.

Od leków przeciwzapalnych po operację – porównanie z ESWT

Niesteroidowe leki przeciwzapalne i modyfikacja obciążeń to zwykle pierwszy krok – prosty i tani, ale działający głównie objawowo. W przeciwieństwie do fali uderzeniowej nie przebudowują tkanki, tylko tłumią ból na czas ich zażywania.

Iniekcje sterydowe działają szybciej niż ESWT – poprawa bywa widoczna już po kilku dniach. Mają jednak istotną wadę w przewlekłych problemach ścięgnistych. Powtarzane wstrzyknięcia osłabiają strukturę kolagenową ścięgna i zwiększają ryzyko jego zerwania, a efekt bywa krótkotrwały, z nawrotem objawów po kilku miesiącach. Fala uderzeniowa działa wolniej, za to nie osłabia tkanki – wręcz przeciwnie, stymuluje jej przebudowę.

Leczenie czynnikami wzrostu (PRP) to kolejny stopień inwazyjności. Lekarz pobiera krew pacjenta i wstrzykuje skoncentrowane płytki bezpośrednio w ścięgno. ESWT pobudza organizm do wytworzenia własnych czynników wzrostu, a PRP dostarcza je z zewnątrz, w formie iniekcji. Dowody są tu mieszane. Przy kolanie skoczka PRP wypadło lepiej niż fala w obserwacji rocznej (Vetrano i wsp. 2013), a przy barku obie metody dały porównywalny efekt – PRP wymagał za to tylko jednej wizyty (Moretti i wsp. 2023). Przy łokciu tenisisty i ostrodze piętowej różnice między metodami są niewielkie.

Operacja pozostaje ostatnią opcją, gdy nic innego – w tym fala uderzeniowa – nie przynosi efektu po kilku miesiącach. To metoda skuteczna, ale wiąże się z dłuższą rekonwalescencją i ryzykiem typowym dla każdego zabiegu chirurgicznego. Wybór między tymi metodami a ESWT należy zawsze do lekarza i pacjenta, nie do fizjoterapeuty. Ja mogę zaproponować falę jako część planu rehabilitacji – o iniekcji czy operacji zdecyduje ortopeda.

Protokół fizjoterapeutyczny oparty na dowodach – ile zabiegów, jak często

To sekcja, o którą pacjenci pytają najczęściej, gdy już zdecydują się na zabieg. I słusznie – konkretne liczby mówią więcej niż ogólnikowe zapewnienia.

W badaniach nad zapaleniem rozcięgna podeszwowego standardowy protokół to trzy sesje w odstępach tygodniowych, po około 2000 impulsów każda. Gęstość energii mieści się w zakresie 0,1-0,25 mJ/mm², dobierana do tolerancji pacjenta i głębokości zmiany (Gerdesmeyer i wsp. 2008). Przy tendinopatii ścięgna Achillesa i innych ścięgien kończyny dolnej stosuje się zwykle podobny schemat. To od trzech do pięciu sesji, raz w tygodniu, po 2000-3000 impulsów. Przy zwapniającym zapaleniu ścięgien barku liczba sesji bywa podobna, choć intensywność często wyższa. Czasem konieczne jest nawet znieczulenie miejscowe, ze względu na większy dyskomfort.

Nigdy jednak nie stosuję samej fali jako jedynej interwencji – to element szerszego planu, nie zamiennik dla niego. Przy tendinopatiach ścięgien najlepsze efekty daje połączenie ESWT z ćwiczeniami – nigdy sama fala czy samo ćwiczenie osobno. Sprawdza się tu trening ekscentryczny, na przykład protokół Alfredsona dla Achillesa, albo trening ciężki wolny z oporem. To jeden z najbardziej konsekwentnych wniosków płynących z literatury łączącej obie metody. W gabinecie plan ćwiczeń buduję równolegle do serii zabiegów, nie dopiero po jej zakończeniu.

Efekt oceniam dopiero po zakończeniu całej serii, nigdy wcześniej. Ocena po jednym czy dwóch zabiegach jest po prostu zbyt wczesna, żeby cokolwiek wnioskować. Przedwczesne “to nie działa” bywa zresztą najczęstszym powodem rezygnacji – pacjenci poddają się tuż przed momentem, w którym efekt mógłby się wreszcie pojawić.

Jeśli podejrzewasz u siebie przewlekłe zapalenie rozcięgna podeszwowego, tendinopatię Achillesa, łokieć tenisisty albo zwapniające zapalenie ścięgien barku, warto to sprawdzić. Zwłaszcza jeśli standardowe leczenie od kilku tygodni nie przynosi efektu. Umów wizytę diagnostyczną w naszym gabinecie fizjoterapii w Warszawie przez Booksy – sprawdzimy razem, czy fala uderzeniowa jest dla Ciebie dobrą opcją.

Na koniec warto zapamiętać

Fala uderzeniowa to nie cudowny zabieg na każdy ból. To dobrze przebadana metoda dla konkretnej grupy przewlekłych problemów ze ścięgnami i powięziami – najsilniej potwierdzona przy zapaleniu rozcięgna podeszwowego. Solidne dowody istnieją też dla barku, łokcia tenisisty i, w połączeniu z ćwiczeniami, ścięgna Achillesa. Działa poprzez stymulację naczyń krwionośnych i przebudowę kolagenu, a nie przez dosłowne “rozbijanie” zmiany, jak mogłaby sugerować sama nazwa. Boli podczas zabiegu i wymaga kilku sesji rozłożonych w czasie. Nigdy nie powinna być jedyną interwencją – najlepsze rezultaty przynosi zawsze w połączeniu z odpowiednio dobranymi ćwiczeniami. Nie stosuje się jej w ciąży, przy zaburzeniach krzepnięcia, w okolicy nowotworu ani w ostrej fazie urazu.

Źródła

  • Chen Y i wsp. (2022). Biological response of extracorporeal shock wave therapy to tendinopathy in vivo. Frontiers in Veterinary Science.
  • Gerdesmeyer L, Frey C, Vester J i wsp. (2008). Radial extracorporeal shock wave therapy is safe and effective in the treatment of chronic recalcitrant plantar fasciitis. American Journal of Sports Medicine, 36(11).
  • Gollwitzer H, Saxena A, DiDomenico LA i wsp. (2015). Clinically relevant effectiveness of focused extracorporeal shock wave therapy in the treatment of chronic plantar fasciitis. Journal of Bone and Joint Surgery (American), 97.
  • Feeney KM (2022). The Effectiveness of Extracorporeal Shockwave Therapy for Midportion Achilles Tendinopathy: A Systematic Review. Cureus, 14(7).
  • Xue X, Song Q, Yang X i wsp. (2024). Effect of extracorporeal shockwave therapy for rotator cuff tendinopathy: a systematic review and meta-analysis. BMC Musculoskeletal Disorders, 25.
  • Efficacy and safety of extracorporeal shock wave therapy for upper limb tendonitis: a systematic review and meta-analysis of randomized controlled trials (2024). Frontiers in Medicine.
  • Combined extracorporeal shockwave therapy and exercise for the treatment of tendinopathy: A narrative review (2021). Physical Therapy in Sport / ScienceDirect.

Autor artykułu –

Paweł Szczygieł – fizjoterapeuta, FizjoBox Warszawa

Jestem fizjoterapeutą. Przez lata pracowałem w sporcie, z zawodnikami paraolimpijskimi. Na co dzień pomagam ludziom wracać do sprawności – po kontuzjach, przeciążeniach albo po prostu wtedy, gdy ciało przestaje działać tak, jak kiedyś. Interesuje mnie długowieczność rozumiana bardzo praktycznie: jako sposób życia, który pozwala być sprawnym, odpornym i samodzielnym przez długie lata. Bez skrótów, bez obietnic „szybkiej naprawy”, za to z uważnością na to, jak naprawdę działa organizm.

WhatsApp Zadzwoń E-mail Umów wizytę